~ Rozdział 1 ~

   Mosiężny wąż wpił kły w posrebrzaną obręcz, służącą za kołatkę monumentalnego Dworu Malfoyów. Odziany w czerń człowiek zanim odważył się tknąć strzeżonego przez gada obiektu, jeszcze przez chwilę mierzył się z jego martwym, kryształowym wzrokiem. Robił to za każdym razem.
Krążyła pogłoska, że nieproszony gość śmiący zakłócić spokój Legendarnej Rodziny Czystokrwistych, na własnej skórze przekona się o jadzie zawartym w metalicznych kłach niepozornego Strażnika.
Masywne drzwi zatrzęsły się pod wpływem uderzenia, roznosząc drżące echo po pustych korytarzach. Wśród Skrzatów Domowych zapanowało niemałe poruszenie.
- Goście! - jazgotały, wychudzonymi nóżkami tupiąc po czarnej posadzce. Na reakcje głowy rodziny nie trzeba było długo czekać. Lucjusz Malfoy uniósł wzrok znad księgi w bogato zdobionej oprawie.
- Cisza - ujawnił się jasnowłosy mężczyzna, wychylając z ciemnej wnęki. Z gracją uniósł różdżkę. W jednej chwili pomieszczenie rozświetliły pojedyncze płomyki na knotach świec. Uległe istoty zamilkły natychmiast, ich wielkie ślepia zeszkliły się pod wpływem strachu. Mężczyzna powolnym, flegmatycznym wręcz krokiem ruszył w stronę drzwi. Oddani podwładni Lucjusza skulili się pod ciężarem jego chłodnego spojrzenia. Blada dłoń spoczęła na klamce, uchylając ciężkie drzwi przed postacią w czarnej pelerynie.
- Nie spodziewałem się gości o tak późnej porze... Severusie - Lucjusz dopiero po chwili zwłoki wypowiedział imię przybysza. Nie był on pewien, czy jego domysły są słuszne. Głęboki kaptur rzucał cień na twarz. Światło księżyca nie dawało wiele, więc niepewność w jego głosie była całkowicie zrozumiała. Jednak kształt sylwetki nie pozostawiał wątpliwości- stał przed nim mężczyzna.
- Ja także miałem inne plany - odparł niski, chrapliwy głos. Malfoy poczuł ulgę. Oczywistym jest, że nie umknęło to uwadze Snape'a. Nie zamierzał rozpoczynać dyskusji. Jego wizyta miała inny cel.
Niedbałym ruchem ręki zsunął kaptur. Bez zaproszenia gospodarza przekroczył próg dworu.
- Czytałeś - leżący na blacie stołu pokaźny tom Starożytnych Rodów Czarodziejów Wyklętych wylądował w rękach posępnego profesora.
- Owszem - Lucjusz rozsiadł się na jednym z foteli. Z rozmachem i bez większego zastanowienia otworzył jedną z dwóch kryształowych butelek, chlustając wyborną Whiskey poza brzegi niskich szklanek z grubego szkła.
- Dzisiaj nie piję - Snape z przekąsem zajął miejsce na przeciw niego.
Między mężczyznami zapadła cisza, w ciągu której zegar stojący w rogu pokoju zdążył wybić pierwszą.
- Z tego co widziałem - Snape przeciągając sylaby wpatrywał się w martwy punkt na blacie stołu - w całym domu panował mrok. Byłem pewien, że was nie zastanę - Severus skupił się, aby móc spić każde cenne słowo odpowiedzi z ust Lucjusza.
- Ciemność uspakaja - Oddech Malfoya zadrżał niespokojnie. Miniaturowe konwulsje opanowały również jego prawe ramię, będące w trakcie unoszenia szklanki z trunkiem do niemal sinych, lekko rozchylonych ust. Zawartość naczynia prześlizgnęła się przez jego gardło, dając impuls skłaniający go do kontynuowania odpowiedzi - Ostatnimi czasy... źle sypiam.
Snape przez chwilę przenikliwie przyglądał się tak dobrze znanemu mu człowiekowi. Dał sobie moment na analizę wniosków.
- Wyglądasz marnie - podsumował, w ostatniej chwili powstrzymując się od ujawnienia ogarniającego go niepokoju - Jesteś cholernie blady. Sine oczy i dreszcze. Eliksir wzmacniający dobrze ci zrobi.
- Narcyza też nalegała... Chciała, abym cię o to poprosił - Lucjusz opadł głowę na splecionych dłoniach. Jego czoło pokryły ledwo widoczne kropelki potu - Odmówiłem. Myślałem, że to byle... osłabienie.
- Czarny Pan jest wściekły - Severus ściszył głos do szeptu. Przez plecy Malfoya przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Cudem uniknąłeś Azkabany, Lucjuszu. Przejrzyj na oczy. - nieprzejawiona w wyrazie twarzy złość Snape'a zatrzęsła nieświadomym dotąd czarodziejem.
Po kilku sekundach ciszy, pomieszczenie wypełnił odgłos tłumionego szlochu.
- Jak już mówiłem, przyszedłem tu w innej sprawie - na twarzy Severusa pojawił się nietypowy grymas. Zupełnie nie zwrócił uwagi na gęstość atmosfery. - Mam przekazać ci wiadomość. Abyś na kolejnym zebraniu nie nabawił się ataku serca. A mianowicie.. w szeregach Śmierciożerców ma pojawić się ktoś... nowy.

~~~

Blondyn odwrócił się na pięcie, biegając wzrokiem po pustym korytarzu. Dziewczyna o cichym, wysokim głosie, której tak desperacko szukał, stała wyprostowana niecałe pięć metrów od niego.
- Chyba musisz nauczyć się patrzeć nieco dalej niż na koniec własnego nosa - ton jakim przemówiła całkowicie kłócił się treścią. Przekaz kąsał lekko, jednak głos pozostał łagodny i uprzejmy.
Wzrok Ślizgona w końcu znalazł oparcie. Na początku był zdziwiony, nawet nie próbował się z tym kryć. Zwykle to on rzucał zaczepkami w uczniów innych domów. Usiłował wykrztusić z siebie jedną z tak charakterystycznych, błyskotliwych odpowiedzi. Ostało się jednak tylko na niemych ruchach niewyparzonych dotąd ust.
Robię z siebie kretyna, pomyślał, triumfując z powodu opanowania mimiki twarzy.
Zza rogu korytarza dały się usłyszeć podniesione głosy. McGonagall, Flitwick i profesor Sprout prowadzili burzliwą dyskusję na temat Hipokampusa rzekomo widzianego w jeziorze Hogwartu.

Draco rzucił Pannie Lovegood przelotne spojrzenie. Przymykając powieki westchnął głęboko. To nie mój interes. 
Głosy wydawały się coraz wyraźniejsze. Teraz albo nigdy. Zaczęła się krwawa bitwa z myślami. Niestety, przeważył egoizm. Malfoy szybkim krokiem wszedł w wąski korytarz prowadzący do klasy 4F.
Krukonka ze stoickim pokojem oparła się o zacienioną ścianę, śledząc wzrokiem przechodzących obok nauczycieli. Chwilę później zamieszanie ustało. Żaden z profesorów nie dostrzegł ukrytej w półmroku czarownicy. Dziwne, jak niewielu ludzi wykorzystuje swój wzrok we właściwy sposób.

Chłopak brnął przed siebie, starając się zapomnieć o zdarzeniu sprzed chwili. Przecież to jak postąpi wiadome było już od pierwszego momentu.
Poły szaty zareagowały na przyspieszenie tępa, dając porwać się podmuchowi zimnego powietrza.
Draco zwrócił uwagę na źródło chłodu. Jedno z okien było otwarte. Wiatr niósł ze sobą drobne opiłki lodu. Po krótkim, lecz niemało spektakularnym tańcu, opadały na kamienną posadzkę aby tam dokonać żywota.
Miejsce na jednym z parapetów zajmowały kolorowe trampki. Na ich widok blondyn zatrzymał się raptownie.
- Cholera. 

12 komentarzy:

  1. No, nie powiem, ciekawie, ciekawie :) Zaciekawił mnie pierwszy akapit, był... taki tajemniczy. Ogólnie błędów nie znalazłam, co jest wielka odmianą, gdyż zwykle wynajduję byle jakie błędy, ale tym razem mnie zaskoczyłaś. Bardzo mi się podobał ten rozdział, nie zawiodłam się na Tobie i z pewnością pozostanę dłużej. I muszę przyznać, że jestem ciekawa tego, co zrobi Draco :D Da jej te trampki, czy nie? XD Ale tego się pewnie dowiemy w następnym rozdziale. Pozdrawiam cieplutko i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie nie mam problemów z ortografią, chodziło mi bardziej o to, że jestem mega zmęczona i nie wiem czy wszystko trzyma się kupy. x3
      Tak, i sprawa trampek to nie jedyne co wyjaśni się w następnych rozdziałach. c:
      Dziękuję i również pozdrawiam. ♥

      Usuń
  2. Moja kochana ! Pisz, pisz, pisz ! Czekam nie tylko na blogi ale i na ksiażke <3 ^^ wiem, ze tego nie zepsujesz ! trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem! :D
    Bardzo podoba mi się, że nie robisz z Luny wrednej dziewczyny, rodem ze Slytherinu, tak jak większość osób, którzy piszą o Lunie i Draco. Ogólnie wśród ff (przynajmniej tych polskich) powstała wielka moda na zmianę kanonu, charakterów, sytuacji... wszystkiego. Ty mimo to, że piszesz o całkowicie niekanonicznym paringu, zachowujesz cechy głównych bohaterów. I to mi się podoba.
    Szkoda, że tak krótko :/

    Moony
    [time-to-end.blogspot.com]

    PS. Wielkie dzięki za dedykacje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótko. Krótko. Krótko. Krótko. .-. Chyba pójdę na całość i walnę pisiont stron rozdziału. Będzie satysfakcjonująco? ;D
      Dziękuję za komentarz i nie ma za co ~ ♥

      Usuń
  4. Zaskoczyłaś mnie końcem. :D
    Czekam na więcej. Obserwuję i życzę weny. Pozdrawiam,
    Zutio, Riddle, Matthew.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow... Przeczytałam dzisiaj prolog i pierwszy rozdział i... Chcę jeszcze *-* Cudowne, jak ja ci zazdroszczę talentu do tworzenia opisów i nie odbiegania od kanonu, co u mnie zdarza się zbyt często :P Czekam na kolejne rozdziały :D
    Pozdrawiam,
    Hermenegilda ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, opisy mam we krwi a nad zgodnością z kanonem pracowałam bardzo długo ~ Jeju, czuję się doceniona. ♥

      Usuń
  6. Bardzo dobrze piszesz, nie rozumiem tylko czemu tak krótko i czemu z takimi przerwami. Nie do końca wiem kiedy dzieje się akcja tego opowiadania, nie ma jeszcze zarysowanej fabuły, to tak jakbyś wybierała same co ważniejsze fragmenty zupełnie pomijając resztę.
    No nic, idę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie to miałam na myśli! xP Nie pomijam ważnych fragmentów, chodzi bardziej o to, że jeszcze ich nie ma. ;D W prologu jest wspomniane, że Luna jest na 5 roku, staram się dbać o szczegóły. Dziękuję za komentarze i pozdrawiam ~ ♥

      Usuń
  7. Ups, chyba nie da się pójść dalej, mój błąd haha. W takim razie dodam jeszcze tylko, że popracowałabym nad tą długością, bo masz wieeelki potencjał, to opowiadanie również!
    I właśnie przypomniałam sobie skąd mam ten adres - odpowiedziałaś na mój post na grupie Potterheads. Jak obiecałam, tak przeczytałam i w pewnością będę to robić dalej ;) Dodaję Twojego bloga do obserwowanych!
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie (;
    Atelier {stop-dreaming-hp.blogspot.com}

    OdpowiedzUsuń