~ Rozdział 2 ~


Zapraszam na kolejny rozdział, po długiej przerwie. Teraz wszystko zaczyna się układać, mam wielką nadzieję, że pójdzie gładko i w szybkim tempie zwiększę ilość rozdziałów. Miłej lektury ~ 




Po raz kolejny święta były inne. Puste i wątłe.

Dźwięki starego fortepianu wciąż drżały w powietrzu. Jednak instrument nie był wprawiany w ruch przez jasnowłosą kobietę. Już nie.
Grały na nim wspomnienia.
W głowach szczątków rodziny Lovegood huczały tylko złudne nadzieje, że to co stracili, powróci. Że pewnego ranka znów obudzi ich delikatna, cicha muzyka.

Dziewczyna podsunęła pod nos swojego ojca filiżankę herbaty. Ten, próbując nie dać się sentymentom zaciekle walczył z napierającą dawką negatywnych emocji. Ale chwile słabości coraz częściej brały nad nim górę. Nie skupiał wzroku na żadnym materialnym przedmiocie, ale na niewidocznej dla oka, promieniejącej twarzy. Na osobie, którą bezprawnie mu odebrano. 

Jedyne zmiany w bycie mężczyzny, to stopień zeszklenia jego blado-niebieskich oczu i drżące kąciki ust, układające się w smutny uśmiech.
- Tato - głos dziewczyny ledwie musnął ucho nieobecnego czarodzieja - napij się, miętowa.
Ksenofilius dopiero po pewnej chwili z zażenowaniem uniósł wzrok, niezdarnie chwytając drobne uszko kwiecistej filiżanki. 
- T-tak, dziękuję Luna - odparł zmieszany - zaczyna się sezon na ględki niepospolite, pamiętasz? - mężczyzna nieumiejętnie zmienił temat- Mam w planach dłuższe wyjście. Nie oddalę się za bardzo od Ottery, nie mam zamiaru opuszczać... - zrobił łyk ciepłego płynu - Devon. Nie chcę narażać cię na niewygody. Jest zima. Wolałbym, żebyś została w domu. - wyjaśnienia przyszły nagle i niepotrzebnie. Ona rozumiała. 
Szorstką dłoń położył na policzku swojej córki. Wstał od niewielkiego stołu, różdżką zbierając rozrzucony po całym domu ekwipunek.
- Wyjdę dziś wieczorem - uśmiechnął się - a teraz... - przerwał mu spokojny głos Luny:
- Zróbmy porządek z Żonglerem. Artykuł o ględkach sam się nie napisze.

~~~


Rytmiczne bębnienia, histeryczne śmiechy i świst wiatru. Oto co docierało do uszu Draco Malfoya w ciągu tamtej pomroki. Przed nim formował się przerażający szyk. Stał z różdżką w dłoni, penetrując wzrokiem grupę 13 dzikich wilkołaków. Węszyły ogarniając szaleńczym spojrzeniem otaczające je tereny. Na ich czele stał Greyback- no bo kto inny miałby na tyle mało życiowej ogłady. Młody Śmierciożerca nienawidził go całym sobą- już parę razy niemal stał się jego ofiarą. Tylko dzięki wstawiennictwu samego Czarnego Pana, chłopak nie był jeszcze zmutowanym kundlem nie umiejącym zapanować nad własnymi emocjami.

- Draco - odezwał się jakże irytujący głos jego ciotki. Odwrócił się na pięcie, w ciągu kilku sekund całkowicie zmieniając wyraz twarzy. Nie chciał wyjść na ostatnią niemotę. 
- Pozwól na chwilę - utkwiła w nim przenikliwy wzrok. W bladej dłoni obracała zakrzywioną różdżkę, wiatr szarpał niedbale spięte, nad przeciętnie bujne loki. Nawet na własnego siostrzeńca nie szczędziła pogardliwych spojrzeń. Ruszył w jej stronę. Stawiając na pozory, przyjął pewny krok. Stanął po prawej stronie ironicznie uśmiechniętej kobiety. 
- Czarny Pan ma dla Ciebie zadanie - powiedziała, z dumą wypinając pierś. Chłopak wzdrygnął się, jego serce gwałtownie przyspieszyło. Na widok zaskoczenia na twarzy siostrzeńca, Bellatrix wybuchnęła kąśliwym śmiechem. 
- To świetna wiadomość! Chociaż sedno nie jest satysfakcjonujące - zmarszczyła nos, z powściągliwością odwracając się w stronę blondyna. 
- Nie musisz trzymać mnie w niepewności, to nie robi na mnie wrażenia - odwarknął. 
- Szczegółów, kochaniutki, dowiesz się od samego Czarnego Pana - dwa ostatnie słowa wypowiedziała zaczepliwym szeptem, wprost do przemarzniętego ucha Ślizgona. 
Denerwował go jej głos, jej byt, jej egzystencja, podejście, brak okrzesania, świdrujące spojrzenie, wiecznie wykrzywione usta, wyjątkowe cwaniactwo, niezrozumiała ironia. Mimo to- w pewnym stopniu- miał do niej szacunek. Może dlatego, że zdolna była w każdej chwili, bez jakichkolwiek rozterek usunąć go z tego świata, jednym, wyprutym z poszanowania machnięciem różdżki. 
Nie wiedział. 

Tamtej nocy księżyc był wyjątkowo nisko, gwiazdy odbijały się w lustrzanej tafli lodu na powierzchni śpiącego jeziora. Tylko ono pozostawało niewzruszone na powszechne, sztuczne zmiany corocznego rytuału. Rozbity lód regenerował się ze zdwojoną siłą, wszelkie podwodne życie nie dopuszczało do siebie wrogich dźwięków. Kołysało się zgodnie z delikatnym, niemal niewyczuwalnym nurtem w swoim, niezniszczalnym rytmie. 

Dwoje ludzi stało na ośnieżonym wzniesieniu. Z ust obojga wydobywała się dobrze widoczna para. Krzyki w dole nadal nie ucichły, niosły się echem, bezkarnie rozrywając nocną ciszę. Oczy czarnowłosej kobiety wyraźnie szukały oparcia. Przeczesywała wzrokiem gromady zakapturzonych postaci, wierząc, że któraś z nich okaże się tą właściwą. 
Ostateczną pewność pozostawił ciężko zauważalny szczegół- kosmyki białych włosów, odstające od pochłaniającego twarz cienia. 
Położyła szczupłą dłoń na równie smukłym, męskim ramieniu. 
- Tam - czarne oczy wskazały wypatrywaną wcześniej osobę - stoi twoja odpowiedź. 



~ Jeszcze trochę ode mnie: pierwszy akapit jest dość "suchy", ale takie było moje zamierzenie. Potrzebuję paru rozdziałów na wystarczająco jasne przedstawienie postaci i ich stosunku do sprawy. Myślę, że teraz akcja powinna się rozwinąć. Mam nadzieję, że rozdział jest satysfakcjonujący, całuję i zapraszam do komentowania. ~ 

5 komentarzy:

  1. Podoba mi się bardzo ♥ Fajnie, że nawiązałaś do śmierci pani Lovegood :) Czekam na następny rozdział i obserwuję :*

    Weny i żelków
    Susan

    http://igrzyskaclarissy.blogspot.com/
    http://igrzyska-glimmer-austen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie miało kluczowe znaczenie, więc uwaga. :^)

      Dziękuję i pozdrawiam ~ ♥

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi się twój styl i fakt, że nie pędzisz z akcją. Ciekawie opisujesz bohaterów. Nikt nie jest bezbarwny, każdy ma wspomnienia i charakter, każdy umieszczony jest we własnej rzeczywistości. Życzę weny :)
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, czekam na kolejne spotkani Luny&Draco.



    Ginny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz ciekawie, ale brakuje Twoim tekstom szlifu, wglądyu kogoś, kto spojrzy na tekst bardziej krytycznie od Twoich "fanów" i powie Ci, co należałoby poprawić. Trochę za dużo niezbyt fortunnie dobranych wyrażeń (te wszystkie w rodzaju "stopień zeszklenia oczu" itp), nieco zbyt patetyczne sformułowania, interpunkcja, zwłaszcza w zdaniach złożonych, takie szczegóły, jak pisanie wielką literą zaimków typu Ciebie - w dialogach tak się nie pisze, to ni elist grzecznościowy i sporo innych. Postaraj się publikować nie tylko na blogu, gdzie nie doczekasz się niczego poza achami, któe może dobrze wpływają na samopoczucie, ale nie pomagają w rozwijaniu warsztatu, próbuj na forach literackich, gdzie krytyka jest może ostrzejsza, ale to dobra lekcja, jeśli zależy Ci, żeby się czegoś nauczyć, a nie tylko otrzymywać komplementy. Na takich forach znajdziesz też kompetetne bety, które powiedzą Ci, co poprawić. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń